Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nefryt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nefryt. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 sierpnia 2019

Runa i Nefryt w swoim domu

Runa i Nefryt pojechały do swojego domu na zawsze. To dobry dom, u pięknej istoty, poleconej przez inną piękną istotę ;). Dom z ogrodem, więc będą miały świetne warunki, a najważniejsze, że są razem!

Zdjęcia od Liliany - ich nowej Człowieki ;) - w drodze:

Zwiedzają:



Niech im będzie szczęśliwie, a poniżej zdjęcia jeszcze ode mnie :)
Runa:




Nefryt:



Razem :):


wtorek, 30 lipca 2019

Jaspis w szpitalu, Runa Nefryt - ciąg dalszy

O maluchach, skąd się wzięły i mnie - tutaj: http://kociki-abigail.blogspot.com/2019/07/bezimienne-bezdomne-spod-mostu.html

W domu kotki trafiły do klatki kenelowej, ale jak już pisałam w poprzednim poście, szybko się z niej uwolniły. Przeniosłam więc całą ferajnę do mojego pokoju i zabezpieczyłam klatkę, by się z niej wyjść nie dało ;)..., ale szybko wypuściłam je na pokój.

(Runa i Jaspis)

(Runa)

(Jaspisek)


(Nefryt)

Maluchy się od razu zadomowiły :). Są wesołe i bardzo łakome ;)...



Okazało się, że każdy jest pieszczochem... Cała trójka kuwetkowa, choć początkowo dosypałam im ziemi do kuwety, by zaskoczyły. Niestety już w piątek wieczorem zaobserwowałam dziwne zachowanie Jaspiska... Chodził od kuwety do kuwety, ale ewidentne nie umiał się wysikać. Było już za późno na wizytę u wet, więc z dużym niepokojem doczekałam do rana i pojechałam do przychodni, gdzie leczyłam Mirmiłka.
Doktora Bada nie było, ale pani, która nas przyjęła Jaspisa pooglądała, stwierdziła dużą opuchliznę narządów (odbyt), siusiak był w zasadzie zupełnie ukryty... Wycisnęła / odsikała kotka, bo czas był najwyższy, podała leki, przepisała na niedzielę i wróciliśmy do domu. Jaspis jednak do wieczora się nie wysikał. Lecznica, w której byłam rano zamknięta, telefon głuchy... Zadzwoniłam więc do zaprzyjaźnionej z Braćmi Mniejszymi weterynarz - Pani Katarzyny Berezowskiej z przychodni "Cztery łapy", a ona przyjęła nas wieczorem. Jeszcze raz wycisnęła Jaspisa, pokazała jak to robić, żebyśmy w domu mu też mogli pomóc.
Jaspis generalnie zachowywał się jak kociak ;) bardzo wesoły, kochany kot, który nie przejawia oznak choroby, poza bezskutecznymi podejściami do wysikania się. Niestety moje próby pomocy mu okazały się daremne... Kilka kropel to zdecydowanie za mało :(... Kiedy w niedzielę pojawiła się krew przy odbycie, a Jaspis zostawiał przy każdym siadzie kupkowaty ślad, po konsultacji z weterynarz, wieczorem zawiozłam kotka do niej do szpitalika.


Trochę czekaliśmy, bo akurat przed nami przyjechał piesek z wypadku ze złamaną łapką... Jaspis tulił się do mnie, nie chciał siedzieć sam w kontenerze.
Pani Doktor uznała, że krew bierze się z parcia na pęcherz, jednocześnie na odbyt. Zrobiła też serię zdjęć rentgena ze względu na charakterystyczny układ ogona u Jaspiska, który jest w poziomie jakieś dwa centymetry, a później zwisa... Zdjęcia nie wykazały żadnych urazów, typu złamania.

Tak więc od niedzieli wieczorem Jaspisek jest w szpitalu, regularnie odsikiwany, podawane są mu leki. Z dnia na dzień jest lepiej. Po dzisiejszej nocy znaczący postęp, dużo więcej sików w kontenerze - prawdopodobnie sam się wysikał trochę, choć pęcherz rano i tak był pełny. Ogonek też ciut lepiej. Niestety ślady kupy jakiś czas będą się pojawiały, gdyż Jaspis sam się wypróżnia, ale nie do końca... Ostatnie "zamknięcie" najwyraźniej nie działa...

Jutro po niego pojadę, ufam, że zabiorę do domu i że kolejna doba przyniesie jeszcze poprawę. Będę musiała nauczyć się skutecznie mu pomagać, gdyby taka pomoc okazała się nadal potrzebna...
Trzymajcie proszę kciuki!!!


Pozostałe dwa kotki mają się cudownie :)! Są rozkoszne, radosne, pełne energii, mają niesamowite apetyty i żadnych problemów ;) - no może jeszcze ciut luźna kupa - pewnie po odrobaczeniu...








Widać, że rosną z nich bardzo nakolankowe koty :D.
Szukamy im domu!!!

poniedziałek, 29 lipca 2019

Bezimienne, bezdomne, spod mostu...

Tego posta trudno mi napisać, gdyż Jaspisek przebywa na leczeniu... Pani doktor - Katarzyna Berezowska - gabinet weterynaryjny "Cztery łapy" - ta reklama jest jak najbardziej zamierzona ;), zostawiła go u siebie w szpitaliku. Ale po kolei...


We wtorek złapaliśmy Tulę i zawieźliśmy do wet - w czwartek, gdy dzwoniłam do gabinetu, Pani doktor powiedziała, że malucha można właściwie wziąć do domu, o ile będzie się go trzymało w dość ścisłym zamknięciu. Porozmawiałam z Tomkiem, sama to sobie przeanalizowałam i uznałam, że a) dopiero co Mirmił wyszedł z zapalenia pęcherza, na tle stresu po przeprowadzce;
b) za tydzień wyjeżdżamy na nasz mini-urlop, cztery dni poza domem i uznałam, że to nie jest dobry pomysł. Po rozmowie z Anetą i Darkiem (Stowarzyszenie Dla Braci Mniejszych) otrzymałam "rozgrzeszenie" bo chociaż miejsc w domach nie ma, zgodzili się małą "zagospodarować"... Jej leczenie, pobyt w szpitaliku, utrzymanie itd. też wzięli na siebie.
Tego samego dnia - w czwartek, Tomasz namówił mnie na przejażdżkę nad rzekę, żeby mógł choć na chwilę odetchnąć, naładować się wodną energią... Wzięliśmy Shanti i pojechaliśmy. Zaraz gdy tylko wysiedliśmy z samochodu i podeszliśmy w stronę mostu pojawiły się małe kociaki:




Dałam maluszkom to co miałam, czyli psie chrupki. Mimo, że duże i trudne do gryzienia, to kociaki rzuciły się na nie wygłodniałe...


Poszliśmy nad wodę, ale szybko zdecydowałam, że przynajmniej pojadę kupić im coś konkretnego do jedzenia... Na zdjęciach poniżej widać most i jego okolice. Po prawej stronie nie ma żadnych zabudowań!!! Jest za to droga, o sporym natężeniu ruchu! Najbliższe zabudowania są po drugiej stronie rzeki...


Pojechałam, kupiłam karmę, poprosiłam o pojemnik jakiś i wróciłam nakarmić maluchy. Przyszły na kicianie. Znajomi ze Stowarzyszenia, tym razem wprost napisali, że nie mogą już pomóc. Adopcje idą słabo - maluchów coraz więcej, pieniędzy coraz mniej, długi w lecznicach rosną...



Wróciliśmy do domu, ale już w drodze zdecydowałam, że wrócę tam rano. Z Tomkiem ustaliłam, że jeśli kotki będą, to "coś wymyślę" ostatecznie, weźmiemy je do nas...

Maluchy były:




Nawet całkiem wesołe, po wczorajszej, bardzo obfitej kolacji i pozostawionym na noc chrupkom :)

Jednak na jedzenie rzuciły się jakby rok nie jadły...



Od lewej: Jaspis, Nefryt i Runa - wtedy jeszcze bezimienne, bezdomne, spod mostu.

Obdzwoniłam kogo się dało, weterynarzy A, B i C, porozmawiałam ze znajomymi..., rozważałam nawet, że maluchy jeszcze zostawię i będę do nich jeździła (15 minut w jedną stronę), ale koniec końców w Gminie Wilamowice, do której należy wioska, w której teraz mieszkam, uzyskałam obietnicę pokrycia kosztów leczenia u wybranego, gminnego weterynarza. To i droga nade mną, przekonało mnie, by je zapakować do kontenera i zawieźć, najpierw do wet, a później do domu. W samochodzie miałam  już klatkę kenelową pożyczoną od Darka z "Dla braci mniejszych" - to jedyna pomoc, jakiej w tym momencie byli w stanie mi udzielić (dopiero co "podrzuciłam" im Tulkę).
Maluchy właściwie same wyszły :). Wystarczyło postawić im tackę z jedzeniem...

Runa weszła ostatnia ;)

Niekoniecznie podróż im się podobała

Pochwalę się jak bezpiecznie wożę koty :D


Wizytę u weterynarza gminnego powinnam chyba pominąć... Dość jednak, że weterynarz tylko spojrzał na koty w kontenerze, wydał mi leki na odrobaczenie i odpchlenie, o które poprosiłam i wpisał moje dane do zeszytu. Ja sama byłam dość ogłupiała w całej tej sytuacji, dużo się działo, musiałam podjąć ważne decyzje i jedyne o co poprosiłam to sprawdzenie płci (mea culpa, bo koty należało rzetelnie przebadać). Runkę od razu określił jako kotkę, ale przy Jaspisie nie był pewien, oglądał i oglądał "jakoś tu niewiele widać, dziwnie to wygląda", w końcu jednak uznał, że to chłopczyk. Z Nefrytem też nie było problemu.
Zabrałam koty do domu:


i....
Ciąg dalszy nastąpi, bo w jednym poście wszystkiego nie zmieszczę, ale na pocieszenie jeszcze zdjęcia:

Na początek taki mały "żarcik" jaki mi koty zrobiły - wchodzę do sypialni i widzę:

Tak. Pustą klatkę. Rozglądam się po kątach, aż wreszcie uniosłam wzrok wyżej:

:)








Kot z Orłowej

Skrócona historia Kota z Gór (kliknij, aby powiększyć):
Jeśli chcesz i możesz pomóc innym kotom :)
Stowarzyszenie Humanitarno – Ekologiczne
„Dla Braci Mniejszych” Bielsko-Biała,
nr konta: MultiBank - 46 1140 2017 0000 4202 1012 0220
www: http://www.braciamniejsi.com.pl/
fb: https://www.facebook.com/dlabracimniejszych

Rozliczenia
U Portiera:
Pomóżmy kotu z Orłowej (8.05.2015)
Kot z Orłowej nowe wieści (14.05.2015)
Kot z Orłowej po raz trzeci (15.05.2015)

Posty na temat:
1. Kot z Orłowej (15.05.2015)
2. Akcja Orłowik (16.05.2015)
3. Misio-Orłowik w lecznicy (16.05.2015)
4. Orłowik - nowe wieści (18.05.2015)
5. Przytulacz (19.05.2015)
6. Banery, teksty i wieści (20.05.2015)
7. Szukamy domu dla Orłowika (22.05.2015)
8. Orłowik (23.05.2015)
9. Za i przeciw (24.05.2015)
10. Orłowik w DT (28.05.2015)
11. Rysio Orłowik (31.05.2015)
12. Orłowik - garść informacji (10.06.2015)
13. Dwa tygodnie w DT (11.06.2015)
14. Sesja zdjęciowa Rysia ;) (12.06.2015)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Scrapki 2014

Scrapkowa zabawa 3   Scrapkowa zabawa 3   Scrapkowa zabawa 3   Scrapkowa zabawa 3   Scrapkowa zabawa 3   Scrapkowa zabawa 3  

Scrapki 2013

Choineczki 2012 :)