A było tak:
Wypuściłam koty przed dom i wróciłam "na chwilę" do komputera. Przedłużyło mi się, gdy wyszłam przed dom, Małego Kota nigdzie nie było... Wyszłam za furtkę, na drogę i zaczęłam go wołać. Urwis tak strasznie miauczał, że zapiełam go na smycz i zabrałam ze sobą. Nieźle spanikowana miałam nadzieję, że Mały "usłyszy" Urwisa.
Usłyszała nas za to sąsiadka i wybiegła z domu, mówiąc, że Mały Kot był w karmniku (karmnik stoi tuż pod naszym płotem :( ) i siedzi na drzewie (kiedyś prezentowałam zdjęcia z wyprawy Małego Kota na drzewo...).
Jednakże Kot Na Drzewie nie był Małym Kotem...
To był, a raczej była - szara. Była, bo chyba kocur, by tak pięknie Małemu Kotu prawie co wieczór nie śpiewał do ucha z za płotu... Wydaje mi się, że ta kotka ma rujkę, ale czy pomyliłaby kastrata z nie kastratem???
W każdym razie nadal szukałam Małego Kota. Ciągnęłam biednego Urwisa na smyczy i wołałam. Pani sąsiadka po chwili wyszła znów i powiedziała, że złapała Małego Kota do domu. Jak tego dokonała nie wiem, fakt, że Mały Kot rzeczywiście był u niej. Przestraszony tak bardzo, że nawet mnie się bał. Złapałam go jednak i zabrałam do domu. W tym czasie Urwis "wisiał" z przyczepioną na klamce u sąsiadki smyczą.
Żal mi było biedaka, więc gdy tylko Mały był bezpieczny wzięłam go na Prawdziwy spacer, już bez szarpania :). Urwisową drogą...
Po drodze spotkaliśmy znów Szarą, siedziała na płocie i śpiewała Urwisowi...
Poszliśmy z Urwisem do sąsiada (drugiego). Bardzo mu się podobało i wszystko go ciekawiło.
W pewnym momencie Urwis się czegoś przestraszył.
I szybko wróciliśmy do domku.
.































Ależ ten Mały Kot niegrzeczny..
OdpowiedzUsuńHm, ja bym chyba zaprzestała wypuszczania Małego Kota.
OdpowiedzUsuńkociokwik
Po prostu muszę być cały czas przy nim i zdejmować go z płotu w odpowiednim momencie :))... :P
OdpowiedzUsuńTo się działo... Mały jest wspaniały z tym pragnieniem poznawania świata, mimo późniejszych kłopotów.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że spacery zaspokoją jego potrzebę poznawania...
OdpowiedzUsuń